piątek, 27 października 2017
Monika
-Przepraszam cię! - mój głos stał się piskliwy, oraz płaczliwy - O Boże, ale ze mnie niezdara! - próbowałam pomóc jej wstać lecz zrobiła to samodzielnie.
-Nie no co ty, nic się nie stało... - do moich oczy zaczęły napływać łzy. Jej głos wskazywał na coś innego. Spojrzała za mnie, wzrokiem pełnym nienawiści i pogardy.
-Nie, ja naprawdę cię przepraszam!- głos mi drżał, a ręce zaczęły się trząść kiedy drzwi od sali się zamknęły. Jednak straszniejsze było to że miała numer 35 a sala do jakiej miałam dotrzeć miała mieć numer 21 - Chyba zabłądziłam i... - pustka właśnie to pozostało na korytarzach. Jeżeli dziś stres mnie nie wykończy to zrobi to wykładowca. Mój starszy brat straszył mnie że są okropnie zawistni w stosunku do spóźnialskich - i już jestem spóźniona na pierwszy wykład. Ja nie wiem, co ja zrobię!- dziewczyna zmrużyła oczy
-Hm... Pierwszy rok, prawda ?- aż tak bardzo było to widać ?
-Tak... - modliłam się oto by się nie rozpłakać.
-No to witaj w labiryncie zwanym Warszawą. Jestem Lena Słomka. do usług. - teatralnie się skłoniła, a na jej twarzy zagościł szeroki uśmiech. Uspokoiło mnie to. Teraz dokładniej się jej przyjrzałam. Miała czarne włosy które wyglądają na niebieskie i ciemno zielone oczy. Była troszkę wyższa ode mnie. Zastanawiało mnie jedno skąd do jasnej makreli wiedziała że nie jestem z Warszawy ?
-Em. Dzięki.
-To... - zawahała się. Była tak jakby zatroskana.- często tak wpadasz na ludzi ? -uśmiech ponownie wrócił. Jej głos stał się weselszy.
- Raczej nie, tak w ogóle to jestem Monika Gawin. Wiesz gdzie mogę znaleść salę 21 ?- moje końciki ust nieśmiało powędrowały do góry. Moja nowa koleżanka zmarszczyła brwi.
-Studiujesz medycynę ? - pokiwałam głową -znajduję się w budynku obok, a konkretniej na parterze. Jak wchodzisz to idziesz na lewo. Obecnie znajdujesz się na wydziale psychologi- zbladłam. Normalnie czułam jak niedawno odzyskane kolorki ze mnie z chodziły.
-Oj ... dobrze! Przepraszam jeszcze raz i do zobaczenia!
-Do zobaczenia.
Ominęłam ją po czym ruszyłam do sali wykładowej. Teraz pozostało mi tylko mieć nadzieję na wyrozumiałego profesora.
***
Jak to mówią nadzieja matką głupich. A powiedzenie że znalazłam się w pajęczej sieci przy profesorze Pająku to w ogóle komedia. Plus moja arachnofobia. Powitało mnie jego surowe spojrzenie oraz skrzypienie kredy którą maltretował nie tylko tablicę lecz również nasze uszy. Zamiast pierwszego tematu resztę lekcji słuchałam i tutaj cytuje ,, Jak ktoś tak zapewne głupi, rudy, bez poszanowania do reguł szkolnych, prawdopodobnie uzależniony od marichuany sądząc po twoich oczach i bezbożny ( nazwał bezbożną całą klasę bo nie pomodliliśmy się po wejściu do sali ) mógł dostać się na medycynę''. Później mówił że nic ze mnie nie będzie itd. Po jeszcze paru wykładach oficialnie skończył się mój pierwszy dzień w szkole. Udałam się po podręczniki i tuż przy kasie otrzymałam telefon od ...
piątek, 20 października 2017
Lena
- No hej! Tam masz swoje pokoje. Ja cię zostawiam, bo muszę się przygotować na randkę!
Ja dużo nie mówiłam, miałam zbyt wiele na głowie. Miałam do dyspozycji sypialnię, łazienkę i jakby taki osobisty salon, reszta była wspólna. "Lepiej niż w domu" - pomyślałam. Na wstępie zmieniłam sobie pościel i wyciągnęłam ozdoby, które zabrałam ze sobą z domu. Rozwiesiłam na ścianach plakaty Imagine Dragons, na półkach porozkładałam książki, położyłam na łóżku pluszaka "Pana Rysia" i wypuściłam z klatki Lokiego, który od razu usadowił się na mojej świeżo wypranej pościeli. Postawiłam na ziemi jago miseczki (reszta jego rzeczy miała przyjść pocztą). Po skończonej pracy (a właściwie 1/10 tego co jeszcze miałam zrobić) rzuciłam się na łóżko. Kot zajął miejsce na mojej twarzy, ale zwaliłam go na brzuch i lekko gładziłam jego szare futro. Tą sielankę przerwała Paulina, która wpadła do mojego pokoju nawet nie pukając. Zerwałam się tak gwałtownie, ze Loki syknął na mnie i schował się w lekko uchylonej szafie. Spojrzałam w tamtą stronę przepraszającym wzrokiem, po czym zwróciłam się do dziewczyny.
- Hej. O co chodzi? - zaczęłam.
- Bo ja teraz idę na spotkanie z chłopakiem - powiedziała dumnym głosem - i jeżeli chcesz coś na obiad to w dolnej szufladzie w kuchni koło piekarnika są pieniądze. Jakieś jeden k, więc powinno wystarczyć. A jakby co to lodówka też jest pełna.
Patrzyłam na nią zdziwiona, z lekko rozdziawionymi ustami, mrugając tylko co jakiś czas. Co? Pieniądze? Jej pieniądze? Że niby ja mam? CO? Szybko wstałam kreśląc rękoma iksy i podeszłam do niej.
- Przecież to ja powinnam płacić za swoje jedzenie! - niemal krzyknęłam, po czym zaczęłam na spokojnie - No przecież to twoje pieniądze. Co ty w ogóle mówisz? Przecież mam swoje, mogę sama się...żywić... Nie przesadzajmy... Na serio. Nie będę przecież zabierała twojej własności, to praktycznie kradzież - mówiłam poruszona, zdziwiona i lekko rozdrażniona.
Wpatrywałam się w jej uśmiechniętą twarz, której wyraz się nie zmieniał, jakby była zaprogramowana na tylko jedną minę.
- Mi to nie przeszkadza. Mieszkasz u mnie, więc możesz korzystać z moich pieniędzy - rzekła beztroskim głosem niemal podskakując z radości i błogości.
- Ekhem - nie byłam pewna czy jest sens to ciągnąć, bo czułam, że ona i tak pozostanie przy swoim - Dzięki?
Spojrzałam na nią marszcząc brwi. Czy ona w ogóle rozumiała co się działo? Czułam się trochę, jakbym rozmawiała z dzieckiem, a przynajmniej tak to odbierałam...
- A, i jeszcze zawsze będzie w szufladzie około 1k i jak będzie ci brakować, to możesz sobie wziąść, a ja nie będę cię z tego rozliczać, a właśnie prawie zapomniałam klucze do domu, garażu i bramki masz w tej samej szufladzie co pieniądze. Możesz sobie wziąć - dodała beznamiętnie dziewczyna i wyszła.
Nie ma to jak poszanowanie dla pieniądza! Zapowiadał się ciekawy rok. Obawiałam się tylko, czy skoro ja mogłam korzystać z jej dochodów, to czy ona nie zawaha się sięgnąć do mojego portfela? Musiałam dobrze ukryć wartościowe rzeczy. Zaśmiałam się sama z siebie i ruszyłam do kuchni. Wyjęłam z szafki klucze i delikatnie odsunęłam banknoty, jak gdyby w każdej chwili mogły mi odgryźć rękę. Wróciłam do pokoju i zabrałam się do namawiania Lokiego do wyjścia z szafy.
***
"Piiiiiiiiiiiiiiiiiiip!" To było to. Odgłos, który miał mi uprzykrzać życie przez najbliższe kilka miesięcy - budzik. Wyłączyłam alarm i usiadłam na łóżku. Wnętrze mojego pokoju pozostawiało jeszcze sporo do życzenia, ale miałam sporo czasu na urządzenie się, więc póki co się tym nie przejmowałam. Rozejrzałam się i (jak się spodziewałam) ujrzałam mojego kochanego, małego leniucha śpiącego na parapecie. Postanowiłam go nie budzić i najciszej jak potrafiłam ubrałam się w ciuchy do biegania. Zabrałam telefon, słuchawki i wyszłam z mieszkania. Była równa szósta, więc idealna godzina na jogging. Upatrzyłam sobie już jakiś czas temu miejsce, w którym mogłabym ćwiczyć. Włączyłam moją ulubioną playlistę i ruszyłam. Po około czterdziestu minutach wróciłam do domu i wzięłam prysznic, później zaczęłam pakować się na wykłady. Pierwszy miałam o ósmej, więc nie musiałam się spieszyć. Po pewnym czasie byłam już na przystanku. Szybko dotarłam na uczelnię i miałam jeszcze sporo czasu do zajęć. Stałam na korytarzu oparta o ścianę, aż zaschło mi w gardle. Na przeciwko mnie był automat z napojami. Poszukałam w torbie drobnych i podeszłam do urządzenia. Wybrałam herbatę mrożoną Lipton o jakimś egzotycznym smaku. Wzięłam łyka, cóż za smak?! Pyszności! Zawsze kochałam herbatę, w każdej formie. Znalazłam nawet w pobliżu mojego mieszkania świetną kawiarnię o nazwie "Kawiarnia". Wiem, szalenie oryginalna nazwa. Rozglądnęłam się za miejscem siedzącym, ponieważ wcześniej wszystkie krzesła (tylko trzy) były zajęte, a mnie już bardzo bolały nogi. Nagle dostrzegłam je, spojrzałam w jego stronę z pożądaniem. Najwyraźniej ktoś musiał wyjść do toalety, bądź zrezygnował z czekania. Wiedziałam, że to była okazja, moja szansa. Na korytarzach nie było litości. Kątem oka ujrzałam chłopaka, który przymierzał się do zajęcia miejsca. Musiałam być pierwsza! Spojrzeliśmy sobie w oczy, zmarszczyliśmy brwi... Czułam się jak w filmie lub co najmniej na restlingu. Nie miałam ochoty na oddanie tego krzesła, nie ważne ile krwi miałabym przelać. Ruszyliśmy. Biegłam ile miałam sił w nogach, byłam od niego szybsza. Byłam tak blisko, tak blisko... Jednak nagle poczułam ból w boku i upadłam. Widziałam jak chłopak z szyderczym uśmiechem siada na MOIM miejscu. Dopiero po chwili zrozumiałam, że leżę na ziemi, a nade mną schyla się jakaś dziewczyna przepraszając mnie. Wstałam szybko otrzepując się z zakłopotaniem.
- Przepraszam cię! O Boże, ale ze mnie niezdara! - mówiła ta, która na mnie wpadła, wyraźnie przestraszona.
- Nie no co ty, nic się nie stało... - spojrzałam jeszcze raz na chłopaka z nienawiścią w oczach.
- Nie, ja naprawdę cię przepraszam! Po prostu chyba zabłądziłam i... i już jestem spóźniona na pierwszy wykład. Ja nie wiem, co ja zrobię!
- Hm... Pierwszy rok, prawda?
- Tak...
- No to witaj w labiryncie zwanym Warszawą. Jestem Lena Słomka, do usług.
- Em. Dzięki.
- To... często tak wpadasz na ludzi? - zapytałam z uśmiechem.
czwartek, 19 października 2017
Paulina
Wstałam dzisiaj rano bardzo wcześnie, ponieważ dzisiaj miała przyjechać moja współlokatorka. Ledwie się ogarnęłam, usłyszałam dzwonek do drzwi. To była Lena. Już się widziałyśmy i bardzo się zaprzyjaźńiłyśmy. Miała 3 walizki, więc powiedziałam jej, że pomogę, bo wyglądały na ciężkie - rzeczywiście takie były, ale mniejsza z tym. Powiedziałam jej, że salon i kuchnie mamy wspólną i ma 2 pokoje, i swoją łazienkę, i ja tak samo - dom był dosyć duży. Lena powiedziała, że tu bardzo ładnie, a przede wszystkim czysto. Zaśmiałam się i powiedziałam, że się staram. Weszliśmy do jej pokoju i zaczęłam mówić, że ja już nie przeszkadzam i wyszłam. Ponieważ musiałam się umalować, bo miałam dzisiaj randkę w restauracji. Zajęło mi to sporo czasu, razem z przebieraniem. Poszłam do Leny i powiedziałam, że idę na spotkanie z chłopakiem i jak chce sobie coś na obiad zamówić to ma pieniądze koło piekarnika w szufladzie - było ich około 1k, a jak nie to lodówka jest pełna i napewno coś jej podpasuje.
- Przecież to na powinnam płacić za swoje jedziecie - zaczęła
- Mi to nie przeszkadza. Mieszkasz u mnie, więc możesz korzystać z moich pieniędzy - powiedziałam beztrosko.
- Dzięki - zaczęła się uśmiechać
- A, i jeszcze zawsze będzie w szufladzie około 1k i jak będzie ci brakować, to możesz sobie wziąść, a ja nie będę cię z tego rozliczać, a właśnie prawie zapomniałam klucze do domu, garażu i bramki masz w tej samej szufladzie co pieniądze. Możesz sobie wziąć - powiedziałam i wyszłam.
Właśnie napisał mi chłopak, że po mnie przyjechał swoim nowym autem - to było białe BMW I8, najnowsze!